Justin's POV
Wiedziałem, że branie Cassie na wojnę to ryzyko. Powinien lepiej to rozplanować i nie mówić jej, że wszystko jest ok będąc tego częścią. Ona dalej tego nie wie, ale jest w ciąży. Kelsey i Lola mają dar jasnowidzenia i jeszcze przez walką powiedziały mi, że już ma dziecko. Byłem szczęśliwy, ale powinienem powiedzieć Cassie, żeby nie walczyła. Nie leżałaby na tym cholernym szpitalnym łóżku gdybym jej powiedział.
Usiadłem na korytarzu, kiedy lekarze badali ją, chociaż nic jej nie było. Ona po prostu użyła za dużo swojej mocy, ale moja mama nie byłaby nią gdyby jej tutaj nie przywiozła, mówiąc, że będzie to dla niej najlepsze. Drzwi otworzyły się a ja wstałem z krzesła widząc uśmiechającego się do mnie lekarza.
- Miałem racje?
- Tak, wszystko jest w porządku. - Uśmiechnąłem się.
- Mogę się z nią zobaczyć? Ona wie?
- Oczywiście i nie, pomyślałem, że może Ty chciałbyś jej to powiedzieć.
- Dziękuje. - Skinął a ja wszedłem do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna odwóciła głowę w moją stronę i uśmiechnęła się.
- Hej, jak się czujesz?
- Dobrze. - Machnęła do mnie dłonią pokazując bym koło niej usiadł i tak też zrobiłem.
- Wygraliśmy? - Zaśmiałem się.
- Jesteś w szpitalu a ty zastanawiasz się czy wygraliśmy głupią bitwę?
- To ważne. - Wziąłem jej dłoń w swoją i uśmiechnąłem się.
- Tak, wygraliśmy. - Uśmiechnęła się i spojrzała na swój brzuch.
- Czy to znaczy? - Kiwnąłem głową.
- Ona tam jest. - Uśmiechnęła się, gdy łza spłynęła po jej policzku
Drzwi otworzyły się sprawiając, że odwróciliśmy głowy w tamtą stronę widząc lekarza.
- Może wrócić do domu?
- Tak, jest wolna.
- Dziękuje. - Kiwnął do niej głową i podał mi kartkę papieru.
- To tylko harmonogram dla niej. Musi być ostrożna podczas tego okresu.
- Ok. - Wyszedł z pokoju a Cassie wstała z łóżka. Od razu razem przedostaliśmy się do zamku.
- Chodź, wszystko jest już gotowe. - Zaprowadziłem ją do środka a potem do salonu. Moja rodzina już czekała, bo powiedziałem im, że mamy dla nich wieści. Gdy pojawiliśmy się już na miejscu wszyscy się do nas uśmiechnęli.
- Co chciałeś nam powiedzieć? - Moja mam zapytała od razu, gdy usiedliśmy. Spojrzałem na Cassie i położyłem dłoń na jej brzuchu. Jazmyn była pierwszą, która to zrozumiała.
- NAPRAWDĘ?! - Kiwnęliśmy głowami a ona od razu do nas podbiegła. Przytuliła najpierw dziewczynę a potem mnie sprawiając, że się zaśmialiśmy.
- Czekajcie, zgubiliśmy się. - Powiedzieli moi rodzice.
- ONA MA DZIECKO - Jaz powiedziała z radością w głosie. Twarz mojej mamy od razu rozpromieniała od uśmiechu po czym przytuliła Cassie i mnie. Jaxon nam pogratulował, ale ja byłem ciekaw co powie nam tata.
- Tato?
- Znałeś zasady Justin. - Kiwnąłem głową po czym spuściłem ją w dół.
- Ale - Znów na niego spojrzałem.
- Ponieważ jesteś moim synem, daję wam błogosławieństwo. - Uśmiechnąłem się i przytuliłem go.
- Dziękuje.
- Proszę bardzo. A teraz Cassie
- Tak?
- Chciałbym przekazać ci część informacji o której nikt nie wie.
- Co to jest?
- Moje imie. - Jej oczy powiększyły się po czym skinęła.
- To -----
Wróciliśmy do domu a ja wziąłem Cassie na górę. Uniosłem jej bluzkę i spojrzałem na brzuch.
- Cześć Penelope, jak się masz? - Cassie zaśmiała się, ale wiedziała, że mam więcej niż jeden prezent.
- Chcesz ją usłyszeć?
- To jest dozwolone?
- Nie, ale i tak, chcesz?
- Jasne. - Złapałem jej dłoń po czym swoją ułożyłem na jej brzuchu.
- Zamknij oczy. - Usłyszałem bicie i uśmiechnąłem się. To było bicie jej serca.
- Ten dźwięk jest taki słodki.
- To nasze Justin, ona jest nasza.
- Jesteś szczęśliwa?
- Bardzo. - Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją.
Usiadłem na łóżku podczas, gdy Cassie była pod prysznicem. Travis pojawił się z uśmiechem na twarzy a Lola wraz z resztą zaraz po nim.
- Co?
- Cóż, powiedziałeś jej? - Uśmiechnąłem się.
- Tak, zrobiłem to.
- I?
- Jest szczęśliwa. - Po tym poczułem jak wszyscy rzucają się na mnie sprawiając, że zacząłem się śmiać.
- Zejdźcie ze mnie idioci.
- To jest coś czego nie widuje codziennie. - Odwróciłem się by zobaczyć Cassie w jej piżamie i z uśmiechem na ustach.
- Gratulacje Cass.
- Dziękuje, a Ty Travis, zabieraj swój gruby tyłek z mojej strony łóżka.
- Zajebiście bezczelna. - Uderzyła go w ramię po czym położyła się obok mnie.
- Mogę ją zobaczyć? - Zapytała Lola.
- Pewnie. - Położyła dłoń na brzuchu Cassie i uśmiechnęła się. Otworzyła oczy i tym razem uśmiechnęła się do nas.
- Więc?
- Jest zdrowa i wygląda jak malutki orzeszek. - Zaśmialiśmy się po czym dziewczyna przytuliła Cassie.
Reszta była w salonie razem z Cassie, kiedy ja siedziałem w biurze, rozglądając się i zastanawiając ile czasu trwało dostanie się tutaj. Zaczynam być prawdziwym Devil'em po świętach. Jestem podekscytowany, ale bardziej cieszyłem się z tego, że przy moim boku będzie Cassie. Podniosłem pudełko, które stało na podłodze po czym włożyłem zdjęcie Cassie i nasze razem do ramek i ułożyłem na biurku. Wkrótce mój czas będzie wypełniony Cass, Mną i Penelope. Od razu uśmiechnąłem się na myśl o mojej córce.
Wiadomość, że już niedługo będę mógł trzymać ją w swoich ramionach sprawiała, że zaczynałem się uśmiechać. Odkąd Cassie pojawiła się w moim życiu, wszystko zmieniło się od przygotowań walki na miłość do osoby z którą chcesz być do końca życia. Niektórzy mówi, że miłość zanika, ale gdy patrzę na Cassie widzę życie, szczęście, miłość, radość a czasami i strach, ale to tylko wtedy, gdy pojawia się złość.
Cassie jest i zawsze będzie dziewczyną dla której zmieniłem wszystko. Nigdy nie chciałem widzieć mojej rodziny chyba, że było to związane z wojną. Rzadko rozmawiałem z Jazmyn i Jaxon'em. To reszta była moją rodziną i nieważne jakim chujem byłem dla nich, oni byli przy mnie i wspierali, gdy czekałem na Cassie. Byłem zły i dlatego to tak długo trwało? Chwilami, ale gdy zobaczyłem ją pierwszy raz wiedziałem, że musi zostać tu na zawsze. Do bani, że Rebekah nie będzie mogła zobaczyć jak rośnie jej siostrzenica przez głupi błąd, który zrobiła, ale Kelsey będzie tu wraz z moją siostrą i dziewczynami. Do tego ma Jaxon'a, chłopaków i moją rodzinę. Myślę, że wszystko będzie dobrze.
Bo z Cassie przy moim boku nie jestem tylko kolejnym Devil'em.
Jestem The Devil
__________________________________________________________
no i dobrnelismy do konca :) z tego powodu strasznie sis ciesze i dziekuje wam za wszystko, kocham was <3 druga czesc nazywa sie the devil's haunting i zaczne ja tlumaczyc mysle ze za minimum tydzien/dwa, ale znowu nie chce zebyscie byli na biezaco bo dalej w drugiej czesci sa tylko 4 rozdzialy. no trudno. tak wiec, do zobaczenia. jeszcze pozniej dodam link do drugiej cz :)
ask
twitter
xoxo
sobota, 16 listopada 2013
czwartek, 7 listopada 2013
czesc hej siemano
pewnie niektórzy wiedzą, ale i tak wolę to napisać, ze nie mam internetu.
wchodze jedynie w szkole bo mam wifi a na tel prawdopodobnie też mam internet ale to nie jestem dokładnie pewna czy płace + na tym czymś nie dałabym rady nic napisać.
tak więc, jeżeli bd mieć internet to od razu dodam rozdział :)
a Weronika chyba zostawiła tlumaczenie. napisałam do niej jakieś 3 tyg temu i nie odpisała. może po prostu wzięła sie za naukę.
szczerze mówiąc ja też powinnam. zaraz egzamin a ja nic
taaaaaaa
to do zobaczenia
kasia
niedziela, 20 października 2013
Valdora War cz. 1
Lokalizacja: Zamek Bieber'ów
Cassie - Polyvore
Cassie's POV
To był ten dzień, dzisiejszego ranka wszyscy spotykali się w Valdorze by ustawić świat takim jaki powinien być. Angels przeciwko Devils. Każdy został specjalnie wytrenowany, by doczekać tej chwili. Usiadłam na łóżku kiedy Justin był w biurze załatwiając kilka rzeczy. Będziemy walczyć w centrum Valdory. Niedaleko od zamku, ale blisko by zobaczyć wszystko z okna. Justin wszedł do pokoju, gdy ja zakładałam kozaki. Miał coś w ręce, kiedy do mnie podszedł.
- Co to jest?
- Jeśli coś mi się stanie, chcę, żebyś to wzięła i była bezpieczna. - Wziął moją dłoń i coś na niej położył. Spojrzałam na rzecz i ujrzałam naszyjnik z napisem 'love'. Wróciłam na niego wzrokiem a on patrzył na mnie z góry.
- Zawsze potrafisz mnie zmotywować, jesteś osobą, dzięki której jestem szczęśliwy, Ty Cassandra Joy Weston jesteś miłością mojego życia. Bez względu na to co się dzisiaj stanie, chcę, żebyś była bezpieczna. - Położył swoje dłonie na moim brzuchu i popatrzył na mnie.
- Opiekuj się nią, proszę. - Przez jego słowa byłam w szoku.
- J-justin. - Poczułam jak łza formuje się w moim oku i spływa po policzku.
- Kocham Cię Cassie i zawsze będe Cię kochał. - Powiedział układając swoje ręce po obu stronach mojej głowy.
- Ja też Cię kocham Justin. Ja też. - Przyciągnął moją twarz bliżej jego i ułożył swoje usta na moich. To nie był wymuszony pocałunek, to było coś w stylu jeśli nie wrócę dzisiaj do domu, wiedz, że zawsze będe Cię kochał.
Cassie - Polyvore
Cassie's POV
To był ten dzień, dzisiejszego ranka wszyscy spotykali się w Valdorze by ustawić świat takim jaki powinien być. Angels przeciwko Devils. Każdy został specjalnie wytrenowany, by doczekać tej chwili. Usiadłam na łóżku kiedy Justin był w biurze załatwiając kilka rzeczy. Będziemy walczyć w centrum Valdory. Niedaleko od zamku, ale blisko by zobaczyć wszystko z okna. Justin wszedł do pokoju, gdy ja zakładałam kozaki. Miał coś w ręce, kiedy do mnie podszedł.
- Co to jest?
- Jeśli coś mi się stanie, chcę, żebyś to wzięła i była bezpieczna. - Wziął moją dłoń i coś na niej położył. Spojrzałam na rzecz i ujrzałam naszyjnik z napisem 'love'. Wróciłam na niego wzrokiem a on patrzył na mnie z góry.
- Zawsze potrafisz mnie zmotywować, jesteś osobą, dzięki której jestem szczęśliwy, Ty Cassandra Joy Weston jesteś miłością mojego życia. Bez względu na to co się dzisiaj stanie, chcę, żebyś była bezpieczna. - Położył swoje dłonie na moim brzuchu i popatrzył na mnie.
- Opiekuj się nią, proszę. - Przez jego słowa byłam w szoku.
- J-justin. - Poczułam jak łza formuje się w moim oku i spływa po policzku.
- Kocham Cię Cassie i zawsze będe Cię kochał. - Powiedział układając swoje ręce po obu stronach mojej głowy.
- Ja też Cię kocham Justin. Ja też. - Przyciągnął moją twarz bliżej jego i ułożył swoje usta na moich. To nie był wymuszony pocałunek, to było coś w stylu jeśli nie wrócę dzisiaj do domu, wiedz, że zawsze będe Cię kochał.
Oderwaliśmy się od pocałunku a on spojrzał prosto w moje oczy.
- Jesteś gotowa?
- Tak, chodźmy obronić naszą córkę. - Powiedziałam do niego sprawiając, że się uśmiechnął.
- Naszą córkę. Będzie mieć jedno piekło życia. - Wzięłam jego dłoń w swoją i zamknęłam oczy. Poczułam jak moje ciało dryfuje i od razu wiedziałam, że transportujemy się do Valdory. Nigdy tam nie byłam, ale najwyraźniej jest to niezwykle ogromne. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą ładną, zieloną trawę. Naokoło było jasno, tak jak w lecie. Powietrze pachniało świeżo jak pod deszczu, a miejsce było wspaniałe. Spojrzałam prosto przed siebie i zobaczyłam dom Justin'a. Był ogromny i piękny. Złapałam dłoń Justin'a sprawiając, że obrócił swoją głowę w moją stronę.
- Gotowa?
- Zróbmy to. - Podeszliśmy do drzwi, które otworzył chłopak i zamknął je od razu po tym jak weszliśmy.
- MATKO?! OJCZE?! - Usłyszałam kroki i odwróciłam się by zobaczyć Panią Mallette.
- Witaj Cassie.
- Dzień dobry raz jeszcze Pani.
- Jesteś na dzisiaj przygotowana?
- Jak nigdy dotąd. - Pokiwała głową i weszliśmy do holu, gdzie wszyscy już stali. Lola i Travis pojawili się w tym samym momencie co Yasmine i Brandon. Jazmyn przybyła z Jaxon'em i ich ojcem. Kelsey była z Jarid'em, więc uśmiechnęłam się do niej.
- Czy wszyscy są gotowi? - Kiwnęliśmy głowami i wyszliśmy za drzwi. Justin trzymał mocno moją dłoń, kiedy doszliśmy do ostatecznego miejsca. Po chwili już wiedziałam czemu chłopak kazał mi założyć te kozaki. Ziemia była pokryta śniegiem, biel pokrywała każdą powierzchnię.
Staliśmy na ziemi, patrząc w dal i czekając aż tamci się pojawią. W końcu zobaczyłam grupę ludzi idących ku nam, co sprawiło, że głośno przełknęłam ślinę. Spojrzałam na Justin'a, który kiwnął do mnie głową, że wszystko się zaczyna.
- Będzie dobrze. - Mrugnęłam i zobaczyłam jak tamci się na nas patrzą.
- Czekaliśmy na ten dzień Carter.
- I w końcu się doczekaliśmy. - Justin zrobił jakiś sygnał ręką i po chwili wszystkie cienie pojawiły się przy nas. Mogłam zobaczyć jak Carter zaczyna się denerwować, przełknął ślinę i stał w miejscu nic nie robiąc. Nikt nie wydał dźwięku, nikt się nie poruszył.
- TERAZ - Carter krzyknął sygnalizując wszystkim jego Angels aby zdobyli to co należy do nas. Byliśmy silniejsi, wiedzieliśmy to, nawet Carter. Na początku nie oddaliśmy walki, Justin powiedział, że to tylko sposób na to, żeby myśleli, że mogą wygrać. Położyłam ręce na moim brzuchu a oczy Carter'a powiększyły się.
- STOP - Wszystko przestało się ruszać.
- Myślę, że coś się dzieje. - Justin ścisnął moją dłoń mocniej a ja spojrzałam na niego. Zaczął iść do mnie zanim nie stanął przede mną z uśmiechem na twarzy.
- Mogę dotknąć? - Popatrzyłam na Justin'a a on kiwnął. Przesunęłam ręke a on położył swoją na moim brzuchu. Jego oczy rozszerzyły się a ja zaczęłam się usmiechać.
- Zaplanowałaś to.* - Puściłam ręke Justin'a a swoją położyłam na policzku i głowie Carter'a. Jego krzyki było słychać na całej ziemi. Jego twarz zaczęła płonąć a skóra odrywać się. Puściłam go a on od razu upadł na ziemie.
- T-ty masz-
- Moc? Tak kurwa mam. - Podniosłam dłoń na której po chwili pojawiła się kula ognia.
- Chcesz to zobaczyć? - Jego oczy krzyczały ze strachu, ale ja nie dałam ciała. Rzuciłam na niego ogień sprawiając, że jego ciało zaczęło się palić w śniegu. Na naszych oczach zamienił się w popiół. Dało się słyszeć krzyki i wrzaski Angels* po tym jak płakali po śmierci ich lidera.
Mogłam poczuć jak moje tętno rośnie wraz ze złością. Nagły przypływ ciepła, gdy jeden z Angels podbiegł do nas. Podniosłam ręke i rzuciłam kule ognia, które zabiły większość z nich. Reszta z nimi walczyła, ale Justin stał obok mnie, bo wiedział, że jeśli mnie puści, moge być na tyle słaba by umrzeć. Moje serce zaczęło bić szybciej a ja domyśliłam się, że on o tym wiedział.
- Cassie wystarczy.
- Nie.
- Cassie, zabijasz samą siebie.
- Zamknij się. - Powiedziałam mu, gdy moje ciało zaczęło robić się słabsze. Justin puścił moją dłoń a ja poczułam jakby moje ciało było sparaliżowane. Zauważyłam przed sobą Angel'a, ale na szczęśscie po chwili pojawił się cień, jednak ja dalej byłam zbyt słaba by zrobić cokolwiek. Z trudem mogłam oddychać, tak jakby moje gardło było zamknięte. Następną rzeczą, którą wiedziałam było wołanie mojego imienia, a po chwili poczułam pod sobą coś zimnego.
- CASSIE - Jeszcze raz. Po tym wszystko stało się rozmyte. Wydawało się, że rozmawiające osoby były mile stąd i nie mogłam już ich usłyszeć. Poczułam jak moje oczy zamykają się i wszystko stało się czarne.
___________________________________________________
dzieeeeeeeeeeeeeeeeń dobry! co tam jak tam u was?? (dobra i tak wiem ze nie odpowiecie)
miał byc do niedzieli i jest, woho c nie
nastepny nwm kiedy
jeszcze druga czesc 27 rozdzialu i druga czesc devil'a JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
SĄ TU JAKIEŚ DIRECTIONERS/JANOSKIANATORS/GLEEKS/TEEN WOLFERS?
bo wgl to ja belieber nie jestem lols nie no, jestem tak jakby w polowie. uwielbiam, kocham i wgl justina ale to nie to samo co z 1d czy janoskians ://////////////
JAK ZMIENIACIE USERNAME NA TT, NAPISZCIE O TYM W INFORMOWANYCH. JESLI TEGO NIE ZROBICIE, USUWAM WGL Z INFORMOWANYCH!!!!!!!
pytania:
ask
tt
kasia
- Tak, chodźmy obronić naszą córkę. - Powiedziałam do niego sprawiając, że się uśmiechnął.
- Naszą córkę. Będzie mieć jedno piekło życia. - Wzięłam jego dłoń w swoją i zamknęłam oczy. Poczułam jak moje ciało dryfuje i od razu wiedziałam, że transportujemy się do Valdory. Nigdy tam nie byłam, ale najwyraźniej jest to niezwykle ogromne. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą ładną, zieloną trawę. Naokoło było jasno, tak jak w lecie. Powietrze pachniało świeżo jak pod deszczu, a miejsce było wspaniałe. Spojrzałam prosto przed siebie i zobaczyłam dom Justin'a. Był ogromny i piękny. Złapałam dłoń Justin'a sprawiając, że obrócił swoją głowę w moją stronę.
- Gotowa?
- Zróbmy to. - Podeszliśmy do drzwi, które otworzył chłopak i zamknął je od razu po tym jak weszliśmy.
- MATKO?! OJCZE?! - Usłyszałam kroki i odwróciłam się by zobaczyć Panią Mallette.
- Witaj Cassie.
- Dzień dobry raz jeszcze Pani.
- Jesteś na dzisiaj przygotowana?
- Jak nigdy dotąd. - Pokiwała głową i weszliśmy do holu, gdzie wszyscy już stali. Lola i Travis pojawili się w tym samym momencie co Yasmine i Brandon. Jazmyn przybyła z Jaxon'em i ich ojcem. Kelsey była z Jarid'em, więc uśmiechnęłam się do niej.
- Czy wszyscy są gotowi? - Kiwnęliśmy głowami i wyszliśmy za drzwi. Justin trzymał mocno moją dłoń, kiedy doszliśmy do ostatecznego miejsca. Po chwili już wiedziałam czemu chłopak kazał mi założyć te kozaki. Ziemia była pokryta śniegiem, biel pokrywała każdą powierzchnię.
Staliśmy na ziemi, patrząc w dal i czekając aż tamci się pojawią. W końcu zobaczyłam grupę ludzi idących ku nam, co sprawiło, że głośno przełknęłam ślinę. Spojrzałam na Justin'a, który kiwnął do mnie głową, że wszystko się zaczyna.
- Będzie dobrze. - Mrugnęłam i zobaczyłam jak tamci się na nas patrzą.
- Czekaliśmy na ten dzień Carter.
- I w końcu się doczekaliśmy. - Justin zrobił jakiś sygnał ręką i po chwili wszystkie cienie pojawiły się przy nas. Mogłam zobaczyć jak Carter zaczyna się denerwować, przełknął ślinę i stał w miejscu nic nie robiąc. Nikt nie wydał dźwięku, nikt się nie poruszył.
- TERAZ - Carter krzyknął sygnalizując wszystkim jego Angels aby zdobyli to co należy do nas. Byliśmy silniejsi, wiedzieliśmy to, nawet Carter. Na początku nie oddaliśmy walki, Justin powiedział, że to tylko sposób na to, żeby myśleli, że mogą wygrać. Położyłam ręce na moim brzuchu a oczy Carter'a powiększyły się.
- STOP - Wszystko przestało się ruszać.
- Myślę, że coś się dzieje. - Justin ścisnął moją dłoń mocniej a ja spojrzałam na niego. Zaczął iść do mnie zanim nie stanął przede mną z uśmiechem na twarzy.
- Mogę dotknąć? - Popatrzyłam na Justin'a a on kiwnął. Przesunęłam ręke a on położył swoją na moim brzuchu. Jego oczy rozszerzyły się a ja zaczęłam się usmiechać.
- Zaplanowałaś to.* - Puściłam ręke Justin'a a swoją położyłam na policzku i głowie Carter'a. Jego krzyki było słychać na całej ziemi. Jego twarz zaczęła płonąć a skóra odrywać się. Puściłam go a on od razu upadł na ziemie.
- T-ty masz-
- Moc? Tak kurwa mam. - Podniosłam dłoń na której po chwili pojawiła się kula ognia.
- Chcesz to zobaczyć? - Jego oczy krzyczały ze strachu, ale ja nie dałam ciała. Rzuciłam na niego ogień sprawiając, że jego ciało zaczęło się palić w śniegu. Na naszych oczach zamienił się w popiół. Dało się słyszeć krzyki i wrzaski Angels* po tym jak płakali po śmierci ich lidera.
Mogłam poczuć jak moje tętno rośnie wraz ze złością. Nagły przypływ ciepła, gdy jeden z Angels podbiegł do nas. Podniosłam ręke i rzuciłam kule ognia, które zabiły większość z nich. Reszta z nimi walczyła, ale Justin stał obok mnie, bo wiedział, że jeśli mnie puści, moge być na tyle słaba by umrzeć. Moje serce zaczęło bić szybciej a ja domyśliłam się, że on o tym wiedział.
- Cassie wystarczy.
- Nie.
- Cassie, zabijasz samą siebie.
- Zamknij się. - Powiedziałam mu, gdy moje ciało zaczęło robić się słabsze. Justin puścił moją dłoń a ja poczułam jakby moje ciało było sparaliżowane. Zauważyłam przed sobą Angel'a, ale na szczęśscie po chwili pojawił się cień, jednak ja dalej byłam zbyt słaba by zrobić cokolwiek. Z trudem mogłam oddychać, tak jakby moje gardło było zamknięte. Następną rzeczą, którą wiedziałam było wołanie mojego imienia, a po chwili poczułam pod sobą coś zimnego.
- CASSIE - Jeszcze raz. Po tym wszystko stało się rozmyte. Wydawało się, że rozmawiające osoby były mile stąd i nie mogłam już ich usłyszeć. Poczułam jak moje oczy zamykają się i wszystko stało się czarne.
___________________________________________________
dzieeeeeeeeeeeeeeeeń dobry! co tam jak tam u was?? (dobra i tak wiem ze nie odpowiecie)
miał byc do niedzieli i jest, woho c nie
nastepny nwm kiedy
jeszcze druga czesc 27 rozdzialu i druga czesc devil'a JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
SĄ TU JAKIEŚ DIRECTIONERS/JANOSKIANATORS/GLEEKS/TEEN WOLFERS?
bo wgl to ja belieber nie jestem lols nie no, jestem tak jakby w polowie. uwielbiam, kocham i wgl justina ale to nie to samo co z 1d czy janoskians ://////////////
JAK ZMIENIACIE USERNAME NA TT, NAPISZCIE O TYM W INFORMOWANYCH. JESLI TEGO NIE ZROBICIE, USUWAM WGL Z INFORMOWANYCH!!!!!!!
pytania:
ask
tt
kasia
poniedziałek, 14 października 2013
Welcome Home Cassie
PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM
Cassie's POV
Tego ranka wstałam uśmiechnięta kiedy słońce weszło przez okna. Poczułam coś na mojej talii i odwróciłam się i odwróciłam się by zobaczyć owinięte wokół mnie ramię Justin'a. Westchnęłam ze szczęścia i przybliżyłam się do niego. Jego ciało było zimne jak lód, ale łącząc je z moim ciepłem powstawała idealna temperatura. Poczułam jak jego ręka masuje mój brzuch, więc odwróciłam się i zobaczyłam jak się do mnie uśmiecha.
- Dobry. - Powiedział w moje włosy.
- Dziękuje. - Spojrzał na mnie z góry i pocałował moje czoło.
- Chodź. - Jęknęłam i przyciągnęłam go do siebie.
- Możemy tak zostać na cały dzień.
- Podoba mi się to, ale niestety mam coś do załatwienia z chłopakami.
- Co?
- To niespodzianka, dowiesz się później. - Przewróciłam oczami i poczułam jak szturchnął mój nos. Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
- A teraz idziemy. - Wstaliśmy a ja schyliłam się po jego koszulkę z poprzedniej nocy i nałożyłam ją na swoje ciało.
- Słodkie.
- Dziękuje.
Wzięliśmy prysznic, umyliśmy zęby i zeszliśmy na dół do salonu. Położyłam się na kanapie a on usiadł przy moich nogach. Położyłam stopy na jego kolanach a on zdjął moje kapcie. Poczułam jak masuje moje stopy i uśmiechnęłam się. Zawsze wiedział jak mnie zrelaksować. Nadal uważam, że powinnam mu powiedzieć, ale nie sądze, że teraz jest dobry czas.
Usiadłam na kanapie i czekałam aż Justin wróci ze spotkania z chłopakami. Po chwili położyłam się na niej oglądając telewizję i jedząc czekoladę, gdy nagle drzwi głośno otworzyły się a ja ujrzałam strasznie wyglądającego Justin'a. Miał ogromny uśmiech na twarzy a ja nigdy go takiego nie widziałam.
- Jesteś na haju?
- Co? Nie, pakuj się. Chcę, żebyś spakowała wszystko co masz.
- Wyrzucasz mnie?
- Nie, po prostu zrób to i chodź. - Powiedział biegnąc po schodach. Wstałam z kanapy i ruszyłam do naszego pokoju, żeby zobaczyć go chowającego ubrania do walizki.
- Gdzie idziemy?
- Gdzieś, teraz się pośpiesz. Mamy już wszystko, musisz tylko spakować swoje rzeczy.
- Ok? - Weszłam do garderoby i wyjęłam torby. Zaczęłam wkładać ubrania do środka, dopóki Justin nie włożył wszystkiego naraz i zapiął zamek.
- HEJ
- Pośpiesz się Cass, chcę Ci coś pokazać.
- Justin, to wygląda jakbyś miał się zaraz zesrać, uspokój się. - Zaśmiał się i złapał mnie za ręke.
- Nawet się nie waż Justin. - Zamknął oczy i po chwili zaczęliśmy wydostawać się poza dom. Pieprzony idiota.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą nieznany mi jak dotąd dom. Spojrzałam na Justin'a który ju już się uśmiechał.
- Chodź. - Wziął moją ręke i weszliśmy do środka. Włączył światło a moja szczęka opadła.
- Cholera, tu jest pięknie.
- Podoba Ci się?
- Kocham to. - Owinęłam ręce wokół mojej talii i pokazał mi klucz przed twarzą.
- Dobrze, bo jest Twój. - Prychnęłam do niego a on kiwnął głową.
- To dlatego tak wyglądasz?
- Tak, powiedziałaś, że uwielbiasz domy takie jak ten, więc pomyślałem, czemu nie. - Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- Dziękuje.
- Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Co? Kucyka?
- Um nie. - Wziął mnie za ręke i zaprowadził po schodach do fioletowych drzwi. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, ale on zignorował mnie i przekręcił klamkę.
- Wejdź do środka.
- To jest kolejny pokój w którym będe dowiadywać się różnych rzeczy?
- Nie, ten Ci się spodoba. - Włączyłam światło i rozejrzałam się.
- Wow - Chłopak wszedł do środka i położył ręke na mojej talii.
- A to będzie pokój Penelope. - Uśmiechnęłam się i spojrzałam na dziecinne łóżeczko.
- To jest idealne, sam to zrobiłeś?
- Z małą pomocą. - Zaśmiałam się w on ułożył już obie ręce na mojej talii.
- Witaj W Domu Cassie.
- Dobrze jest być w domu. - Pochylił się i przyłożył swoje usta do moich. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i zaczęłam błądzić dłońmi pomiędzy jego włosami.
Wziął moją ręke i wyszliśmy z pokoju, otworzył drzwi do innego pokoju i wszedł do środka. Włączył światło a ja uśmiechnęłam się po czym rozejrzałam się.
- To jest nasz pokój. - Uśmiechnęłam się do niego i położyłam na łóżku.
- Cass, jest coś co chciałbym Ci powiedzieć.
- Co? - Otworzył swoje usta, ale gdy zobaczył moje zainteresowanie, uśmiechnął się.
- Nieważne, powiem Ci w ciągu kilku dni.
- Czemu kilku dni?
- Bo jutro jest dzień w którym wszystko się zmieni. - Westchnęłam i kiwnęłam głową.
- Myślisz, że wygramy?
- Sądze, że przegramy tylko wtedy, gdy Tobie coś się stanie. Wątpie, czy będe w stanie robić coś bez Ciebie. Jesteś wszystkim co pragnę. Nie jesteś tylko znajomą, ale najlepszą przyjaciółką. - Uśmiechnęłam się do niego i delikatnie pocałowałam. Rozległo się pukanie do drzwi a Justin od razu powiedział, żeby osoba weszła do środka. Jego ojciec wszedł z lekkim uśmiechem i skinął do mnie.
- Witaj Cassandro.
- Dzień Dobry Panie Bieber, miło Pana znowu widzieć.
- Mnie również. Przyszedłem aby zadać wam obu pytanie.
- Oczywiście.
- Po wojnie, jeśli wy i reszta wygracie, zechcielibyście klasyczne wesele czy może coś mniejszego? - Moje oczy rozszerzyły się i spojrzałam na Justin'a.
- Ślub?
- Nie wspominałem o tym?
- Nie.
- Cóż uh
- Wiadomo, że Panie muszą poślubić Devil'a Cassie, to jedyny sposób byś była z nim powiązana.
- To jedyny sposób bym miała Penelope, prawda?
- Tak, bez błogosławieństwa Devil'a przy narodzinach ona umrze.
- Ok, ale nie chcę małego wesela. Chciałabym tam całą rodzinę.
- Jak sobie życzysz, a Ty Justin, znasz zasady?
- Tak ojcze.
- Widzę was jutro obojga rano, dobranoc Cassie. Justin.
- Dobranoc Panie Bieber, dziękujemy za przyjście. - Wydostał się z pokoju a ja spojrzałam na Justin'a.
- Jakie zasady?
- Dla nas na śl... Jedna osoba musi zginąć.
- Kto? - Spuścił wzrok a ja dalej byłam w niego wpatrzona.
- Kto?!
- Cassie, nie chciałem aby tak się stało.
- NA MIŁOŚĆ DO WSZYSTKIEGO, KTO TO JEST?!
- To Kelsey. - Moje usta otworzyły się.
- C-co?
- Tak bardzo przepraszam.
- A-ale, Justin.
- Wiem.
- Jest wszystkim co mi zostało.
- Nie chciałem, żeby to się wydarzyło. Ale Rebekah popełniła błąd a Kelsey musi za niego zapłacić.
- Ale dlaczego?
- Kodeks mówi, że najmłodsza siostra musi być poświęcona. Rebekah już jest martwa, więc teraz jest kolej Kelsey.
- Nie.
- Cassie.
- Ona nie umrze, Justin. Nie pozwolę na to.
- To nie Ty o tym decydujesz.
- Posłuchaj mnie uważnie. Moja siostra nie umrze dlatego, że muszę być Twoją cholerną żoną. Naprawisz ta cholerną rzecz i zrobisz to teraz.
- Ok, porozmawiam z ojcem pojutrze.
- Ona nie może Justin, po prostu nie może.
- Postaram się to naprawić Cassie, uwierz mi.
- Ok.
___________________________________________________
chcialam was strasznie przeprosic.... strasznie dlugo nie bylo rozdzialu i naprawde jest mi z tym zle. ALE te dwa tygodnie mialam strasznie zawalone (soboty i niedziele najbardziej) nauka, probne egzaminy, pomaganie w domu, przy urodzinach taty, wczoraj bylam w szkole i tak... w tamta niedziele bylam na meczu (WYGRALISMY DZIWKI I ZARAZ BEDZIEMY NAJWYZEJ I MOZECIE SIE KLANIAC MISTRZOM C NIE, LEGŁA WARSZAWA!!!!!!!!!! sory ponioslo mnie troche ale musialam :))) WISLA KRAKOW AKA NAJLEPSZA DRUZYNA C NIEEE)
do tego watpie zebyscie chcieli byc juz na biezaca z devil'em, bo wiadomo wtedy rozdzialy nie dodawane sa tak czesto. OGOLNIE PRZEPRASZAM
jak cos, moj tt i ask
kasia
Cassie's POV
Tego ranka wstałam uśmiechnięta kiedy słońce weszło przez okna. Poczułam coś na mojej talii i odwróciłam się i odwróciłam się by zobaczyć owinięte wokół mnie ramię Justin'a. Westchnęłam ze szczęścia i przybliżyłam się do niego. Jego ciało było zimne jak lód, ale łącząc je z moim ciepłem powstawała idealna temperatura. Poczułam jak jego ręka masuje mój brzuch, więc odwróciłam się i zobaczyłam jak się do mnie uśmiecha.
- Dobry. - Powiedział w moje włosy.
- Dziękuje. - Spojrzał na mnie z góry i pocałował moje czoło.
- Chodź. - Jęknęłam i przyciągnęłam go do siebie.
- Możemy tak zostać na cały dzień.
- Podoba mi się to, ale niestety mam coś do załatwienia z chłopakami.
- Co?
- To niespodzianka, dowiesz się później. - Przewróciłam oczami i poczułam jak szturchnął mój nos. Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
- A teraz idziemy. - Wstaliśmy a ja schyliłam się po jego koszulkę z poprzedniej nocy i nałożyłam ją na swoje ciało.
- Słodkie.
- Dziękuje.
Wzięliśmy prysznic, umyliśmy zęby i zeszliśmy na dół do salonu. Położyłam się na kanapie a on usiadł przy moich nogach. Położyłam stopy na jego kolanach a on zdjął moje kapcie. Poczułam jak masuje moje stopy i uśmiechnęłam się. Zawsze wiedział jak mnie zrelaksować. Nadal uważam, że powinnam mu powiedzieć, ale nie sądze, że teraz jest dobry czas.
Usiadłam na kanapie i czekałam aż Justin wróci ze spotkania z chłopakami. Po chwili położyłam się na niej oglądając telewizję i jedząc czekoladę, gdy nagle drzwi głośno otworzyły się a ja ujrzałam strasznie wyglądającego Justin'a. Miał ogromny uśmiech na twarzy a ja nigdy go takiego nie widziałam.
- Jesteś na haju?
- Co? Nie, pakuj się. Chcę, żebyś spakowała wszystko co masz.
- Wyrzucasz mnie?
- Nie, po prostu zrób to i chodź. - Powiedział biegnąc po schodach. Wstałam z kanapy i ruszyłam do naszego pokoju, żeby zobaczyć go chowającego ubrania do walizki.
- Gdzie idziemy?
- Gdzieś, teraz się pośpiesz. Mamy już wszystko, musisz tylko spakować swoje rzeczy.
- Ok? - Weszłam do garderoby i wyjęłam torby. Zaczęłam wkładać ubrania do środka, dopóki Justin nie włożył wszystkiego naraz i zapiął zamek.
- HEJ
- Pośpiesz się Cass, chcę Ci coś pokazać.
- Justin, to wygląda jakbyś miał się zaraz zesrać, uspokój się. - Zaśmiał się i złapał mnie za ręke.
- Nawet się nie waż Justin. - Zamknął oczy i po chwili zaczęliśmy wydostawać się poza dom. Pieprzony idiota.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą nieznany mi jak dotąd dom. Spojrzałam na Justin'a który ju już się uśmiechał.
- Chodź. - Wziął moją ręke i weszliśmy do środka. Włączył światło a moja szczęka opadła.
- Cholera, tu jest pięknie.
- Podoba Ci się?
- Kocham to. - Owinęłam ręce wokół mojej talii i pokazał mi klucz przed twarzą.
- Dobrze, bo jest Twój. - Prychnęłam do niego a on kiwnął głową.
- To dlatego tak wyglądasz?
- Tak, powiedziałaś, że uwielbiasz domy takie jak ten, więc pomyślałem, czemu nie. - Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- Dziękuje.
- Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Co? Kucyka?
- Um nie. - Wziął mnie za ręke i zaprowadził po schodach do fioletowych drzwi. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, ale on zignorował mnie i przekręcił klamkę.
- Wejdź do środka.
- To jest kolejny pokój w którym będe dowiadywać się różnych rzeczy?
- Nie, ten Ci się spodoba. - Włączyłam światło i rozejrzałam się.
- Wow - Chłopak wszedł do środka i położył ręke na mojej talii.
- A to będzie pokój Penelope. - Uśmiechnęłam się i spojrzałam na dziecinne łóżeczko.
- To jest idealne, sam to zrobiłeś?
- Z małą pomocą. - Zaśmiałam się w on ułożył już obie ręce na mojej talii.
- Witaj W Domu Cassie.
- Dobrze jest być w domu. - Pochylił się i przyłożył swoje usta do moich. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i zaczęłam błądzić dłońmi pomiędzy jego włosami.
Wziął moją ręke i wyszliśmy z pokoju, otworzył drzwi do innego pokoju i wszedł do środka. Włączył światło a ja uśmiechnęłam się po czym rozejrzałam się.
- To jest nasz pokój. - Uśmiechnęłam się do niego i położyłam na łóżku.
- Cass, jest coś co chciałbym Ci powiedzieć.
- Co? - Otworzył swoje usta, ale gdy zobaczył moje zainteresowanie, uśmiechnął się.
- Nieważne, powiem Ci w ciągu kilku dni.
- Czemu kilku dni?
- Bo jutro jest dzień w którym wszystko się zmieni. - Westchnęłam i kiwnęłam głową.
- Myślisz, że wygramy?
- Sądze, że przegramy tylko wtedy, gdy Tobie coś się stanie. Wątpie, czy będe w stanie robić coś bez Ciebie. Jesteś wszystkim co pragnę. Nie jesteś tylko znajomą, ale najlepszą przyjaciółką. - Uśmiechnęłam się do niego i delikatnie pocałowałam. Rozległo się pukanie do drzwi a Justin od razu powiedział, żeby osoba weszła do środka. Jego ojciec wszedł z lekkim uśmiechem i skinął do mnie.
- Witaj Cassandro.
- Dzień Dobry Panie Bieber, miło Pana znowu widzieć.
- Mnie również. Przyszedłem aby zadać wam obu pytanie.
- Oczywiście.
- Po wojnie, jeśli wy i reszta wygracie, zechcielibyście klasyczne wesele czy może coś mniejszego? - Moje oczy rozszerzyły się i spojrzałam na Justin'a.
- Ślub?
- Nie wspominałem o tym?
- Nie.
- Cóż uh
- Wiadomo, że Panie muszą poślubić Devil'a Cassie, to jedyny sposób byś była z nim powiązana.
- To jedyny sposób bym miała Penelope, prawda?
- Tak, bez błogosławieństwa Devil'a przy narodzinach ona umrze.
- Ok, ale nie chcę małego wesela. Chciałabym tam całą rodzinę.
- Jak sobie życzysz, a Ty Justin, znasz zasady?
- Tak ojcze.
- Widzę was jutro obojga rano, dobranoc Cassie. Justin.
- Dobranoc Panie Bieber, dziękujemy za przyjście. - Wydostał się z pokoju a ja spojrzałam na Justin'a.
- Jakie zasady?
- Dla nas na śl... Jedna osoba musi zginąć.
- Kto? - Spuścił wzrok a ja dalej byłam w niego wpatrzona.
- Kto?!
- Cassie, nie chciałem aby tak się stało.
- NA MIŁOŚĆ DO WSZYSTKIEGO, KTO TO JEST?!
- To Kelsey. - Moje usta otworzyły się.
- C-co?
- Tak bardzo przepraszam.
- A-ale, Justin.
- Wiem.
- Jest wszystkim co mi zostało.
- Nie chciałem, żeby to się wydarzyło. Ale Rebekah popełniła błąd a Kelsey musi za niego zapłacić.
- Ale dlaczego?
- Kodeks mówi, że najmłodsza siostra musi być poświęcona. Rebekah już jest martwa, więc teraz jest kolej Kelsey.
- Nie.
- Cassie.
- Ona nie umrze, Justin. Nie pozwolę na to.
- To nie Ty o tym decydujesz.
- Posłuchaj mnie uważnie. Moja siostra nie umrze dlatego, że muszę być Twoją cholerną żoną. Naprawisz ta cholerną rzecz i zrobisz to teraz.
- Ok, porozmawiam z ojcem pojutrze.
- Ona nie może Justin, po prostu nie może.
- Postaram się to naprawić Cassie, uwierz mi.
- Ok.
Nowy dom Cassie i Justin'a
Korytarz
Kuchnia
Salon
Jadalnia
Na zewnątrz
Pokój Cassie i Justin'a
Łazienka Cassie i Justin'a
Żłobek
Pokój Penelope
Łazienka Penelope
chcialam was strasznie przeprosic.... strasznie dlugo nie bylo rozdzialu i naprawde jest mi z tym zle. ALE te dwa tygodnie mialam strasznie zawalone (soboty i niedziele najbardziej) nauka, probne egzaminy, pomaganie w domu, przy urodzinach taty, wczoraj bylam w szkole i tak... w tamta niedziele bylam na meczu (WYGRALISMY DZIWKI I ZARAZ BEDZIEMY NAJWYZEJ I MOZECIE SIE KLANIAC MISTRZOM C NIE, LEGŁA WARSZAWA!!!!!!!!!! sory ponioslo mnie troche ale musialam :))) WISLA KRAKOW AKA NAJLEPSZA DRUZYNA C NIEEE)
do tego watpie zebyscie chcieli byc juz na biezaca z devil'em, bo wiadomo wtedy rozdzialy nie dodawane sa tak czesto. OGOLNIE PRZEPRASZAM
jak cos, moj tt i ask
kasia
Subskrybuj:
Posty (Atom)