Cassie's POV
Siedziałam na werandzie z kubkiem gorącej czekolady w ręce, gdy drzwi frontowe otworzyły się i poczułam jak coś jest obok mnie. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechającego się do mnie Justin'a który zabrał swoje ręce z koca i położył na mnie.
- Jest późno, co tutaj robisz?
- Myślę.
- O czym?
- Czy szukałbyś mnie gdyby moi rodzice byli żywi? Czy było to tylko dlatego że umarli, dlatego mnie chciałeś?
- Próbowałbym to zrobić. Tak jak powiedziałem to wczoraj Mellisie, nic ani nikt nas nie rozdzieli Cassie. Poza tym, bez Ciebie nie byłbym w stanie zdobyć tron.
- To wszystko czym się martwisz? Twój tron? A co ze mną Justin? Co z tym czego Ja chcę?
- A czego chcesz?
- Chcę móc się zakochać, chcę mieć kiedyś rodzinę. Chcę być z Tobą cały czas szczęśliwa ale Ty tylko myślisz o tym pieprzonym tronie. - Westchnął i spojrzał na mnie.
- Chcę Ci coś pokazać. - Wstał i pociągnął mnie ze sobą.
- Co?
- Chodź. - Weszliśmy do domu a potem do piwnicy, a Justin nie puszczał mojej dłoni.
- Tu jest ciemno.
- Na ścianie jest włącznik światła. - Nacisnął włącznik a ja ujrzałam powieszone na ścianach gazety, zdjęcia od kiedy byłam młodsza do teraz i kilka zabawek z mojego dzieciństwa.
- Mogę Cię o coś zapytać? - Zapytałam go sprawiając że odwrócił się tyłem do ściany.
- Jasne.
- Gdzie są moi rodzice? W sensie, jeśli to jest piekło to oni są w niebie? - Odwrócił wzrok daleko ode mnie i wziął książke do ręki.
- Justin? Czego Ty mi nie mówisz?
- Jest wiele rzeczy o których nie wiesz Cassie, wiele których nie mogę Ci powiedzieć, chociaż chcę.
- Czemu? Czemu nie mogę wiedzieć? Jest tyle pytań które zadałam ale nie doczekałam się odpowiedzi. - Westchnął i pokręcił głową.
- Przepraszam, ale nie mogę.
- Będę w pokoju. - Mruknęłam i ruszyłam na górę.
- CASSIE. - Zignorowałam go i weszłam do pokoju. Popatrzyłam jeszcze na drzwi za sobą i położyłam się na łóżku. Byłam już w piżamie, więc nie musiałam przejmować się wychodzeniem z pomieszczenia. Ułożyłam się wygodniej i powoli zasnęłam.
Słońce wpadało do pokoju, gdy moje oczy otwierały się powoli by przyzwyczaić się do blasku. Wstałam z łóżka i wzięłam ubrania żeby zaraz wziąć prysznic. Wolno otworzyłam drzwi do pokoju Justin'a i zobaczyłam go śpiącego z rękami po mojej stronie łóżka. Westchnęłam i poczułam się trochę winna za to jak go potraktowałam. Z rzeczami w dłoniach udałam się do łazienki. Włączyłam prysznic, umyłam zęby i weszłam do kabiny. Drzwi otworzyły się a ja szybko wyjrzałam za drzwiczki i ujrzałam jak Justin idzie prosto do mnie. Umył zęby, kiedy moje oczy powiększyły się gdy chłopak prawie wyciągnął swojego penisa i zaczął sikać. Szybko wróciłam głową pod prysznic gdy po chwili usłyszałam płukanie ust a po chwili włączony kran w umywalce. Wyłączyłam wodę i owinęłam wokół siebie ręcznik by zaraz wyjść, kiedy Justin na mnie spojrzał.
- Wciąż jesteś na mnie zła?
- Przepraszam że byłam taką suką, nie wiem co jest ze mną nie tak.
- To Twoje moce, kiedy zaczną sterować Twoimi uczuciami, będą one 10 razy silniejsze. - Podeszłam bliżej niego i położyłam głowę w zgięciu jego szyi, kiedy on mnie przytulił.
- Nawet w ręczniku jesteś cholernie seksowna.
- Zamknij się. - Powiedziałam, żartobliwie uderzając go w głowę. Jak wyszedł, ubrałam się, a po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
Cassie - Polyvore
Zeszłam na dół i zobaczyłam Justin'a z zirytowaną miną na twarzy. Zbliżyłam się do niego i owinęłam ręce wokół jego pasa, a on odwrócił i uśmiechnął się do mnie, żeby po chwili położyć ręce na mojej talii kiedy ja zmieniłam pozycję i powędrowałam rękoma do jego szyi.
- Co się stało?
- Jest tu ktoś kto chce Cie zobaczyć, ale musisz być spokojna.
- Czemu? Kto to jest? - Usłyszałam stukanie obcasów, więc powoli wychyliłam się żeby zobaczyć niską kobietę uśmiechającą się do mnie.
- Cassandra?
- Kim Pani jest? - Powiedziałam, patrząc na nią zdezorientowana.
- Mam na imię Melanie, Melanie Weston.
Nadal byłam zdezorientowana, nigdy nie spotkałam tej kobiety, więc czemu jest tutaj żeby mnie zobaczyć?
- Cassie, to Twoja mama. - Moje oczy powiększyły się gdy Justin powiedział to do mnie. Po chwili poczułam złość na całej linii.
- Dlaczego tu jesteś? Jak mnie znalazłaś? - Miałam tyle pytań, lecz ona tylko patrzyła się na mnie.
- ODPOWIEDZ MI DO CHOLERY, POWINNAŚ BYĆ MARTWA. - Jej oczy powiększyły się, gdy Justin przybliżył mnie do siebie.
- Oddychaj Cassie, jeszcze nie masz pełnej kontroli nad swoimi mocami.
- Kto ją wpuścił?
- Cassie, ona nie jest tą za kogo ją uważasz.
- Co mas na myśli?
- Ma na myśli to, że jedynym powodem dla którego Cię znalazł było kim jest Twoja rodzina. Kim jesteś Ty.
- A kim jestem?
- Jesteś w połowie czarownicą.
- Yea i w części psem, śmieszne, bo nie ma czegoś takiego jak wiedźmy.
- Twoi rodzice i wszyscy przed nimi ćwiczyli to. Myślałam, że to zatrzymałam, że to na mnie się skończyło kiedy odeszłam z Twoim ojcem, ale tak się nie stało.
- Jak to możliwe? Jakim cudem Ty żyjesz?
- Powinnaś usiąść Cassandra.
- Cassie, mam na imię Cassie. - Kiwnęła głową, gdy weszłam do salonu nie opuszczając Justin'a. Usiedliśmy na kanapie a ja spojrzałam na nią.
- Jak mnie znalazłaś?
- Z pomocą osoby o imieniu Carter, powiedział, że tu jesteś. - Popatrzyłam na Justin'a który wstał.
- Wynoś się. - Spojrzała na niego.
- Co?
- WYPIERDALAJ. - Szybko wstała i popatrzyła na mnie.
- Będę w mieście na kilka dni, zostaje w najbliższym hotelu. Proszę Cassie, chciałabym z Tobą porozmawiać.
- Najpierw wynoś się z mojego domu albo Cie wyrzucę.
- Dziękuje za Twój czas. - Powiedziała po czym wyszła. Spojrzałam na Justin'a który był wyraźnie wkurzony.
- Zabiję go.
- Justin, może trzeba było po prostu wysłuchać czego chce.
- Nie, upewniłem się, że zmarła po wypadku. Byłem jedyny który sprawdził ich obojgu puls. Ona nie żyje Cassie, byłem na pogrzebie.
- Więc czemu tu jest? Czemu ona żyje?
- Nie wiem, ale na pewno Cie okłamuje.
- W czym?
- Nie jesteś pieprzoną czarownicą, bo one nie istnieją. Ale masz pewne, inne moce, bo jesteś moją partnerką, ale nie jesteś wiedźmą. - Westchnęłam i ułożyłam głowę na dłoniach.
- Nie chcę żebyś się z nią widziała Cassie, rozumiesz?
- Tak.
- Dobrze, później spotkam się z Travis'em i Brandon'em. Chcesz żebym zabrał Cię do Loli albo Yasmine?
- Mogą tu po prostu przyjść?
- Yea, zadzwonię do Travis'a żeby powiedzieć mu i Brandon'owi. - Kiwnęłam a chłopak wyszedł z salonu.
Jak to możliwe, że moja martwa matka żyje?
Nie mam pojęcia co się tu dzieje.
______________________________________
nareszcie jest!
teraz
, PRZECZYTAJCIE TO, PROSZĘ
1) PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM I JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM. zrobiłam was w bambusa... mianowicie, tydzień temu napisałam, że rozdziały będa częściej, bo będę mieć komputer. myślałam, że mój brat skończył wszystkie egzaminy, a jednak okazało się, że nie. no i zabrał mi komputer :(
rozdział mógł być wcześniej, ale kompletnie nie miałam siły to tłumaczyć.
2)
DEVIL MA 27 ROZDZIAŁÓW. JEST DRUGA CZĘŚĆ 'TAKING OVER VALDORA' ALE NWM JAKIM CUDEM, NIE MOGĘ WEJŚĆ NA STRONĘ Z DRUGĄ CZĘŚCIĄ... napisze do autorki i może coś wykombinuje, żebym mogła dalej tłumaczyć.
i wgl strasznie dziękuje za komentarze i wejścia :') kocham was bardzo <3
+ przez jednego anonima się prawie rozpłakałam 'Kocham cię za to że to tłumaczysz! te tlumaczenie jest lepsze od Afterlight a nawet Dangera.'
szczerze mówiąc, według mnie moje tłumaczenie jest do bani. serio. ale i tak dziękuje, nawet nie wiecie jak się ciesze czytając coś takiego :)
FOLLOWNIJCIE NA TT:
xoxo