sobota, 20 lipca 2013

Info o rozdziale!

INFORMUJE WAS, ZE ROZDZIAŁ POJAWI SIE W PONIEDZIAŁEK W OKOLICACH GODZINY 23 LUB WE WTOREK W OKOLICY GODZINY 15 :) AKTUALNIE JESTEM NA DZIAŁCE, WIĘC NIE MAM LAPTOPA. NOTKE PISZE Z TELEFONU, ALE TRUDNO JEST TŁUMACZYĆ ROZDZIAŁ BEZ TEKSTU, BO U MNIE W TEL NIE MA INTERNETU. MAM APLIKACJE BLOGGER WIĘC JESTEM W STANIE DODAWAĆ ROŻNE RZECZY, ALE NIE MAM JAK PRZETŁUMACZYĆ. 3MAJCIE SIE. KOCHAM WAS <3

@danonek_xd
xx

czwartek, 18 lipca 2013

Power

*Cassie's POV*

Światło zaświeciło mi w oczy, więc wiedziałam, że już ranek. Przekręciłam się i położyłam moją głowę na klacie Justina próbując uchować swoje oczy przed światłem, jednak to nie działało za dobrze. Justin położył swoją rękę na moich plecach i zaczął bawić się moimi włosami drugą ręką. Poczułam jak zabrał moje włosy z mojej twarzy na co popatrzyłam się na niego ze śpiącym wyrazem twarzy.
- Dzień dobry
- Czuję się jak gówno - Justin się zaśmiał a ja przycisnęłam swoją rękę do jego klaty. Jego oczy się rozszerzyły i momentalnie zepchnął moją rękę z jego brzucha.
- Co to kurwa było Cassie? Twoja ręka jest bardzo gorąca - spojrzałam na niego zaniepokojonym wzrokiem, a następnie przeniosłam swój wzrok na moją rękę. Miałam całą czerwoną rękę która wyglądała jakby zaraz miała się spalić. Spojrzałam na niego a on trzymał się tam gdzie go dotknęłam wcześniej.- Cassie, co to?
- J-ja nie wiem.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie wiesz? To twoja ręka. Jakim cudem nie wiesz?
- Pamiętam, że w moim śnie był jakiś mężczyzna, a następnie obróciłam się i położyłam na twojej klacie. - Justin spojrzał na mnie.
- Jaki mężczyzna? Jak wyglądał?
- Jakaś czarna płachta, brązowe włosy, brązowe oczy, miał jakąś dziwną rzecz którą przyłożył mi do brzucha. - Justin był na początku zszokowany, ale później się uśmiechnął tak jak nigdy przedtem.
- Cassie, to oznacza, że otrzymujesz swoje prezenty. - przysięgam. Był bardziej podekscytowany niż ja
sama.
- Ale nie mogę ich użyć - powiedział tata Justina kiedy dostałam swoje moce. Nie jestem w stanie ich używać aż do czasu kiedy są treningi lub bitwa. Ponoć jeżeli będziemy uprawiać z Justinem sex zroby się se mnie "zwierze". Nie mogę do tego dopuścić. Oh... Kolejny powód do tego aby zostać dziewicą. Zasiałam się do siebie kiedy Justin zaczął iść w moją stronę z uśmiechem na twarzy. 


Poszliśmy do kuchni, a śniadanie było już na stole. Czekało na nas. Przywitałam się z pracownikami (chodzi o ludzi którzy usługiwali u Justina) i zaczęłam jeść kiedy poczułam że coś się roztopiło w mojej ręce. Spojrzałam w dół i nie zauważyłam mojego widelca. Spojrzałam na Justina który jadł i grał na komputerze jednocześnie.
- Justin - 0 odpowiedzi
- Justin - powiedziałam głośniej ale dalej nie otrzymałam odpowiedzi.
- JUSTIN! - podskoczył i się na mnie spojrzał.
- Co? Czemu nie jesz?
- Mój widelec się roztopił - popatrzył na mnie dziwnie, a ja spojrzałam na swoją rękę w której był roztopiony widelec.
- Kurwa mać. Musisz pić bardzo dużo wody aby twoja temperatura się ustabilizowała.
- Ok - Justin zapytał jednego z pracowników czy nie przynieśliby mi wody, a ja położyłam swoje czoło na stole.
- To jest do dupy. - Justin potarł moje plecy, a szklanka wody znajdowała się już na przeciwko mnie. Wypiłam ją i poczułam się trochę lepiej. Dotknęłam twarzy Justina a on się lekko skrzywił.
- Wciąż gorąca, ale już jest lepiej.
- Przepraszam.
- Jest ok. Chodź. Przejrzymy książke w której jest napisane jakie masz inne moce. - kiwnęłam głową i poszłam za nim do jakiegoś pokoju. Justin wyciągnął książkę "The Shadow" (cień). Otworzyliśmy książkę i zauważyliśmy jakieś dziwne nazwy. Widziałam Justina, jego rodziców, jego rodzeństwo, jego dziadków, Lolę, Yasmin, a nawet chłopców. To tak jakbym rozmawiała już z każdym z tej listy. Przewrócił jeszcze kilka kartek i zauważyłam rozdział na temat sił. Wyczytaliśmy, że mam mocy przenoszenia rzeczy używając myśli. Kiedy zamknęliśmy książkę pojawił się tata Justina z lekkim uśmiechem na twarzy oraz z prezentem w ręku. Spojrzałam na niego zmieszana, a on powiedział żebym to otworzyła. Zobaczyłam tak bransoletkę z literką J.
- Co to?

- To jest bransoletka która powstrzyma twoje moce.
- Dziękuję. - skinął głową i zniknął. Spojrzałam na Justina który właśnie zakładał mi bransoletkę. Tak jak myślałam, nie rozpuściła się.


Justin był w swoim biurze pracując nad jakimś planem z jednym z jego najlepszych cieni. Usiadłam na kanapie z kubkiem gorącej czekolady. Zbliżał się Grudzień, a temperatura na zewnątrz była coraz niższa. Ponoć bitwa ma być niedługo (soon xd ahahaha, sorry)  Co oznacza, że muszę zacząć trenować w Validorze niedługo (znowu soon xd ahahaha). Są dobre strony, ale są też złe. Co jeśli przegramy? Chodziło mi o to, że Justin nie zasiądzie na tronie, a moja rodzina nie miała by kolejnego pokolenia, co oznacza, że nie miałabym dzieci i umrę. Usłyszałam jak zamykają się drzwi na górze. Spojrzałam na schody i zauważyłam schodzącego Justina i Drake'a. Justin mówił, że potrzebują armi aby wygrać bitwe.
- Witaj pani - powiedział Blake.
- Hej Blake. Oboje już skończyliście?
- Tak, jutro wyjeżdżają na tydzień. Ale nie wysyłam wszystkich.
- Kogo wysyłasz?
- Blake'a, Charlie, Mari'a. Tabith'e, Emily i Whitney - skinęłam głową a Blake wyszedł. Justin podszedł do sofy i usiadł naprzeciwko mnie. Położyłam głowę na jego klacie i popatrzyłam mu się w oczy.
- Co się dzieje?
- Co jeśli przegramy? Nie zasiądziesz na tronie.
- Cass, nie powinnaś się o to martwić i myśleć o tym, że jeżeli wygramy to dostaniesz swoją siostrę z powrotem, przejmiemy zamek, a dobro się w końcu skończy.
- Wszyscy mówią, że dobro zawsze pokonuje zło.
- Cóż... Nie damy im wygrać. Cassie, jedyna rzecz przez jaką możemy nie wygrać to tylko to, jakbyśmy nie podjęli się walce. Ale będziemy walczyć o nasz tron. - spojrzałam na niego z uśmiechem i usiadłam mu na kolanach.
- Co ty robisz?
- Powiedziałeś nasz tron. - Justin się uśmiechnął a ja założyłam kawałek moich włosów za ucho.
- Tak, powiedziałem.

- Jesteś pewny, że chcesz mnie tutaj?
- Oczywiście, że chcę Cass. Ja- - przerwał Justin ponieważ ktoś zapukał do drzwi.
- To prawdopodobnie chłopcy.
- Olej ich... Mogą sobie pójść - podniosłam moją głowę wyżej aby pocałować Justina. Złapał tył mojej szyi i przycisnął mnie bliżej. Moja prawda ręka powędrowała do jego włosów, a lewa pod jego koszulkę. Jego lewa ręka powędrowała do mojego biodra a przeze mnie przepłynął zimny dreszcz. Nigdy nie zdałam sobie sprawy z tego jaki zimny jest. Jego ręka poszła wyżej pod moją koszulkę, a moja prawa ręka dalej błądziła w jego włosach. Uśmiechnął się i przeniósł swoją rękę jeszcze wyżej dając mi przyjemny dreszcz. Odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam.
- Czemu jesteś taki zimny? Nigdy nie czułam cię aż tak zimnego.
- Zawsze byłem tak zimny. Mam lód w mojej krwi. Twoją mocą jest ciepło a moją zimno.

- Coś jak ogień i lód?
- Dokładnie - usłyszałam czyjś głos i zauważyłam Travis'a stojącego ze skrzyżowanymi rękami. Za nim weszła reszta chłopców.
- Oh, uh.. Cześć.
- Skończyliście? Musimy pogadać.

- Tak mi się wydaje - wywróciłam oczami, a Travis zdjął mnie z Justina.
- Kutas - powiedziałam a moje oczy się zaogniły. 

- Cassie. Oddychaj - usłyszałam głos Justina. Popatrzyłam na Travis'a i wstałam z kanapy. Justin chwycił mnie za dłoń momentalnie tego pożałował. Znowu była gorąca.
- Co do kurwy nędzy Cassie? - warknął Justin. Zignorowałam go i dotknęłam szyi Travis'a. Jego głośne krzyki usłyszałby nawet głuchy.
- Cassie! Zabijesz go! - krzyknął Justin na co ja przycisnęłam rękę mocniej.
- Cassie, p-przestań - powiedział Travis na co zabrałam moją rękę. Widziałam tylko wielką czerwoną plamę na jego szyi.

- Co to kurwa było? - poczułam, że wracam do swojego normalnego stanu. Spojrzałam na około i zobaczyłam każdego z zszokowanym wyrazem twarzy. Twarz Justina była rozczarowana. Pobiegłam do drzwi i wyszłam. Zbiegłam w dół ulicy. Miałam ochotę uciec aby już więcej nikogo nie zranić. Zauważyłam las więc tam pobiegłam. Miałam ochotę płakać. Nie miałam bladego pojęcia co ja właśnie zrobiłam. Usłyszałam że ktoś z daleka woła moje imię, ale wydawało mi się, że to tylko coś w mojej głowie. Moje oczy zaczęły się zamykać a mój oddech zaczął się zwalniać. Wszystko stało się dziwne. 

Słowo CASSIE było ostatnim słowem jakie usłyszałam przed tym jak moja głowa uderzyła w korę drzewa.
***
Wey hey. Kolejny rozdział - JEST! Podobał się? Mam nadzieję, ze w tym fabuła jest zrozumiała.
Dziękuję, że we mnie wierzyliście. Tylko dzięki wam wróciłam <3
Bardzo mi na was zależy. Nie mogłabym was opuścić.
Do następnego :))

@danonek_xd 
xx

środa, 17 lipca 2013

Jesteście wspaniali.. Wierzycie we mnie. Chcecie abym wróciła, ale czy jesteście pewni?
Doszłam do wniosku, że nie mogę się poddać. Muszę walczyć. Jakkolwiek to brzmi..
Dziękuję, przepraszam i witam z powrotem.
Będę tłumaczyć tego bloga, bez względu na wszystko.
Jutro (dzisiaj) zacznę tłumaczyć nowy rozdział, więc pojawi się on albo dzisiaj albo w piątek.

Kocham was i jeszcze raz dziękuję, że chcecie mnie tu z powrotem. <3
#much #love

@danonek_xd
xx

Uwaga!

Hej, widzę, że moje ostatnie tłumaczenie się nie spodobało... Hejt za hejtem. Nie jest to miłe.
Rozdział był mega trudny do przetłumaczenia... Mam dla was wiadomość.
Dla niektórych może być zła a dla niektórych dobra. A mianowicie:

HEJTERZY DOPIĘLI SWEGO.
PRZEPRASZAM WAS, A SZCZEGÓLNIE KASIĘ,
ALE CHYBA REZYGNUJĘ.

Przepraszam... Kocham was, ale to koniec.

@danonek_xd
xx